Mówi się, że „Polak potrafi”. TVN już drugi rok pokazuje nam wszystkim co potrafią Polacy w jednym ze swoich najnowszych hitów, programie ‘Mam Talent!’. Ale czy aby na pewno stacja z Wiertniczej ma talent do zrealizowania dosyć trudnego przedsięwzięcia jakim jest realizacja tego show? Czy polska telewizja potrafi dorównać swoją wersją ‘Mam Talent!’ zagranicznym, a przede wszystkim brytyjskiemu oryginałowi?
Format ‘Got Talent’ wymyślony przez Simona Cowella i zrealizowany po raz pierwszy w Stanach Zjednoczonych jako ‘America’s Got Talent’ (nie, wcale nie w Wielkiej Brytanii, choć to właśnie na brytyjskiej wersji wzoruje się większość zagranicznych telewizji realizujących ten format), to zupełnie nowa jakość w dziedzinie programów typu talent show. Tu nie ma żadnych ograniczeń, każdy może pokazać to, co uważa, że potrafi najlepiej, słowem, swój talent. Nikt nie dyskwalifikuje z góry żadnego uczestnika, ani pod względem tego, co chce pokazać, ani pod względem wieku. W programie występują więc tancerze, wokaliści, muzycy, komicy, akrobaci, sportowcy, a nawet plastycy. Wszyscy oni walczą o zwycięstwo w programie, główną nagrodę oraz często ogromną popularność.
Żeby móc myśleć o wygranej każdy uczestnik musi najpierw przebrnąć przez etap eliminacji. Jak w każdym tego typu programie mamy do czynienia z jury, które ocenia występy i decyduje o być, albo nie być uczestników w programie. Ale jest istotna różnica między ‘Got Talent’ a innymi formatami talent show w tym jak owe eliminacje wyglądają dokładnie. Eliminacje nie odbywają się w zamkniętych pomieszczeniach, gdzie uczestnicy są sam na sam z jurorami. Już na tym etapie każdy uczestnik musi wystąpić przed publicznością, bo wszystkie castingi odbywają się w teatrach przy pełnej widowni. Jest jeszcze jeden element, którym wyróżnia się format ‘Got Talent’ – czerwone przyciski, którymi dysponuje jury i używa ich, gdy nie chcą oglądać do końca danego występu. Widać więc, że ‘Got Talent’ nie jest tradycyjnym formatem talent show, a zupełnie nowym pomysłem na telewizyjne show.
Jednak dobry format to nie wszystko, potrzeba jeszcze dobrej realizacji, a z tym już bywa różnie. Nie będzie chyba nadużyciem, jeśli powiem, że ‘Mam Talent!’ aspiruje do bycia kopią ‘Britain’s Got Talent’. W praktyce jest to jedynie nieudolna kopia kilku głównych elementów połączona z elementami w miarę autorskimi. W rezultacie mamy do czynienia z niezwykle niespójną papką pomysłów sprzedawanych widzom jako produkt najlepszy w swoim gatunku.
Ale przejdźmy do konkretów. Całość programu (mówię cały czas o TVN-owskim ‘Mam Talent!’) ma klimat wiejskiego jarmarku. Muzyka wykorzystywana w programie zarówno na etapie castingów, jak i w programach na żywo nie nadaje tak ważnej w tego typu produkcjach dramaturgii. Często ma się wrażenie, że w trakcie programu prezentowany jest przegląd list przebojów. I to przebojów, które nijak się mają do danego występu, czy jakiegokolwiek innego momentu w programie. Absolutnym przegięciem w tej dziedzinie jest użycie „cyrkowej” muzyki na samym początku każdego live’u. W ten sposób widz od pierwszych sekund programu wie, że ogląda właśnie cyrk, a nie konkurs talentów. Tu zdecydowanie lepiej wypadają chociażby Brytyjczycy i Amerykanie, którzy w swoich wersjach ‘Got Talent’ w wielu momentach programu wykorzystują różne wersje głównego motywu muzycznego. Nadaje to spójności całemu show, a ponadto widz słysząc ten soundtrack od razu wie, co ogląda.
Gdy w TVN startował ‘Mam Talent!’ mówiło się, że Kuba Wojewódzki w jury będzie polskim Simonem Cowellem, czyli osobą, która może każdego uczestnika wynieść na piedestał, albo definitywnie zniszczyć. I tak jest z każdą osobą z ekipy show. Każdy jest polskim „kimś”. Małgosia Foremniak miała być w założeniu polskim odpowiednikiem brytyjskiej jurorki Amandy Holden, czyli tej miłej części jury, która pocieszy, uśmiechnie się tudzież rozpłacze się ze szczęścia. Agnieszka Chylińska z kolei miała być tą, która będzie mieszać uczestników z błotem i bezlitośnie wytykać im wszelkie niedociągnięcia, czyli razem z Kubą Wojewódzkim tworzyć polski odpowiednik duetu Piers Morgan i Simon Cowell z ‘Britain’s Got Talent’. Na koniec prowadzący. Marcin Prokop i Szymon Hołownia są niczym „bracia ksero” pary prowadzących Ant & Dec z brytyjskiej wersji. Ale w kserokopiarce, na której ich kopiowali zdecydowanie przydałoby się wymienić toner na nowy. Sposób prowadzenia Anta i Deca jest wręcz nieporównywalnie lepszy jakościowo od tego prezentowanego przez Prokopa i Hołownię. Brytyjczycy mogą oglądać niewymuszony uśmiech na twarzach prowadzących, bardzo luźne i spontaniczne rozmowy z uczestnikami programu i jurorami, a przede wszystkim kwestie, które nie powtarzają się co tydzień. Polski duet prowadzących jest ich zupełnym przeciwieństwem. Drętwe dowcipy, ciągle powtarzane kwestie, jak ta o „naszej ulubionej kamerze numer 5”, czy o „podmiotach” (w odniesieniu do uczestników programu). Zaryzykowałbym stwierdzenie, że cały program oglądałoby się lepiej bez Prokopa i Hołowni, a jedynie z lektorem. No chyba, że znalazłby się prowadzący, który wykrzesałby z siebie więcej kreatywności i luzu przy prowadzeniu programu.
Jasnym jest, że w programach formatu ‘Got Talent’ najważniejsze są występy uczestników. Istotne jest jednak także to, co owych występujących otacza, czyli teatr lub studio telewizyjne. Zacznijmy tu od prostego porównania kilku liczb. Średnia liczba widzów siedzących na widowni w teatrze w czasie castingów w ‘Britain’s Got Talent’ to 4 tys. osób. W ‘Mam Talent!’ jest to… 500 osób. A mówi się, że ‘Mam Talent!’ to show robione z rozmachem. No chyba jednak nie do końca. Ale przejdźmy z teatru do studia. Hala zdjęciowa Farat Film w Warszawie, gdzie nagrywany jest ‘Mam Talent!’ jest o prawie 150m kw. większa od hali Fountain Studios w Londynie, której kręcony jest ‘Britain’s Got Talent’ (hala Faratu ma dokładnie 1200m kw., a Fountain Studios – 1053m kw.), ale to brytyjskie studio powala swoją wielkością. Widownia, która wydaje się być ogromna, scena również, ogromny ekran na środku, dwa mniejsze bo bokach, wysokie schody, duży stół jury – to wszystko nadaje rozmachu całemu show. A co mamy w Polsce? Malutka i ciemna scena, stosunkowo niewielka widownia, wąziutkie, niewysokie schodki i stół jurorów, gdzie cała trójka jest strasznie ściśnięta. A studio mamy o większe o metraż niemałego mieszkania.
Polskie media wciąż mamią nas rzekomym rozmachem swoich produkcji. Wystarczy jednak obejrzeć kilka odcinków pierwowzorów wielkich hitów polskich stacji, żeby zobaczyć, że tak naprawdę słowo „rozmach” zupełnie tu nie pasuje. I nie można tu używać argumentów, że „jak na polskie warunki to…”. Skoro aspirujemy (telewizje też) do zrównania się z Europą i światem, to nie może być polskich warunków i brytyjskich, francuskich, niemieckich, amerykańskich warunków. Przy takim myśleniu już zawsze będziemy mieli do czynienia z „polskim Simonem Cowellem”, a nie wykreujemy własnych telewizyjnych wzorców.

Niby racja to, co mówisz, ale mimo wszystko “Mam Talent” ogląda się wyjątkowo gładko i można sobie podyskutować przed domowym tele-ołtarzykiem (pozdrawiam Tatę!). Ponadto dobijający poziom filmu na TVP w sobotę bardziej skłania mnie do oglądania nawet słabego, ale polskiego programu TVN.
Przez: ghouzini w 28 Listopad 2009
o 17:21