Nie jeździ metro. Nie jeżdżą tramwaje. Tak w czwartkowe popołudnie 14 stycznia w TVN24 mówiła o sytuacji w centrum Warszawy Marta Kuligowska prowadząca pasmo ‘Dzień na Żywo’. Rzecz w tym, że w tym czasie żadnej awarii w stolicy nie było, a cała sprawa to efekt pomyłki, która kosztowała pracę jednego z pracowników TVN24.
Prawdopodobnie pogoda jest przyczyną ogromnej awarii. Nie ma prądu w centrum Warszawy. Widzimy, jak wygląda ulica Marszałkowska – tak zaczęła się jedna z największych wpadek TVN24. 14 stycznia, tuż po 15:30 prowadząca serwis informacyjny zawiadomiła, że w centrum stolicy nie ma prądu. W oknie obok stacja pokazywała zdjęcia z kamery przy ul. Marszałkowskiej. Widać było ciemne zarysy budynków i rozmyte światła.
Cała sytuacja z minuty na minutę stawała się coraz bardziej interesująca Wyobrażamy sobie, że życie w centrum Warszawy musi być teraz sparaliżowane, bo nie działają firmy, przedsiębiorstwa, banki. Nie jeździ metro. Nie jeżdżą tramwaje – opowiadała podekscytowana Marta Kuligowska.
Po kilku minutach okazało się, że żadnej awarii nie było, poza awarią kamery.
Pasek z informacją o braku prądu był widoczny na dole ekranu przez kilkanaście minut. Cały czas szukaliśmy dodatkowego potwierdzenia podanej informacji i jak tylko udało nam się ustalić stan faktyczny, prowadząca serwis poinformowała widzów, że do żadnej awarii nie doszło – informuje Karol Smoląg, rzecznik prasowy Grupy TVN.
Osoba odpowiedzialna za tę pomyłkę już u nas nie pracuje – oświadcza Smoląg. Nie chce jednak zdradzić jej nazwiska ani stanowiska. Nie ma powodu do wyciągania dodatkowych wniosków z tej sytuacji, ponieważ złamana została procedura obowiązująca w stacji. Gdyby była przestrzegana, nie mielibyśmy tego problemu – dodaje.
